Śmierć na raty, czyli jak Microsoft koncertowo wypisał się z konsolowej branży
Pamiętacie te czasy, kiedy wybór między "zielonymi" a "niebieskimi" był realnym dylematem, a nie wyborem między obiadem w restauracji a patrzeniem przez szybę, jak jedzą inni? No właśnie. Microsoft od lat uprawia specyficzny rodzaj korporacyjnego masochizmu, a my - z popcornem w ręku - obserwujemy, jak gigant z Redmond próbuje przekonać świat, że palenie mostów to tak naprawdę nowatorska metoda oświetlania drogi. Oto 6 decyzji, przez które marka Xbox powoli staje się jedynie wspomnieniem w Excelu Satyi Nadelli. 1. Ekskluzywność? A komu to potrzebne! Pierwszy grzech główny: rozmycie tożsamości. Microsoft jako pierwszy wpadł na genialny w swojej prostocie (i zabójczy dla sprzętu) pomysł - wydawajmy wszystko na PC. Jasne, z perspektywy gracza pecetowego to święta, które trwają cały rok. Ale z perspektywy sprzedaży plastiku pod telewizorem? Jeśli "Ex" na Xboxa oznacza "dostępny wszędzie, gdzie da się zainstalować Windowsa", to po co komu dodatkowe pu...

