Crimson Desert - miało być RPG-owe objawienie, wyszedł… bardzo ładny bałagan. Przegląd recenzji
Są takie gry, które jeszcze przed premierą rosną do rangi zbawiciela gatunku. Crimson Desert właśnie taką łatkę dostał. Miał być nowy Wiedźmin, Red Dead Redemption i jeszcze dorzucić coś od siebie. No i dorzucił - głównie chaos. Pierwsze recenzje już spłynęły i… cóż, zamiast rewolucji mamy solidne „jest dobrze, ale”. Średnia w okolicach 78% mówi wszystko: to nie katastrofa, ale też zdecydowanie nie ten poziom, na który wielu liczyło. Największy plus? Walka. I to bez dyskusji. Recenzenci są tu zaskakująco zgodni - system walki to absolutny top. Dynamiczny, efektowny, dający sporo swobody. W końcu coś, co nie jest tylko „kliknij szybciej niż przeciwnik”. Problem w tym, że nawet najlepsza walka nie uniesie całej gry, jeśli reszta kuleje. Świat? Piękny. Tylko co z tego. Crimson Desert wygląda momentami jak pokaz możliwości silnika graficznego. Krajobrazy, animacje, fizyka - wszystko się zgadza. Tyle że po kilku godzinach zaczyna się klasyczne pytanie: co tu właściwie robić? Bo sam w...

