Pierwsze recenzje Resident Evil Requiem. Capcom znów trafia w punkt?
Embargo spadło, internet zapłonął, a pierwsze recenzje Resident Evil Requiem jasno sugerują jedno - Capcom nie tylko utrzymał formę, ale momentami wręcz ją podkręcił.
Średnie ocen na poziomie 88-90 punktów w największych agregatorach to wynik, którego nie osiąga się przypadkiem. Zwłaszcza w serii z tak ogromnym bagażem oczekiwań.
Horror, napięcie i kontrolowana akcja
Recenzenci zgodnie chwalą klimat - gęsty, niepokojący, miejscami wręcz duszny. Requiem ma wracać do korzeni survival horroru, ale nie zapomina o dynamicznych momentach, które od lat są częścią DNA marki.
Dużo dobrego mówi się o konstrukcji kampanii i prowadzeniu dwóch perspektyw fabularnych, które zapewniają wyraźnie odmienne tempo i styl rozgrywki. To nie jest jednowymiarowa strzelanka ani czysty horror. To balans - świadomy i przemyślany.
Technicznie? Bardzo solidnie
Silnik daje radę. Oświetlenie, projekty lokacji, dźwięk przestrzenny - to elementy, które regularnie pojawiają się w pochwałach. Capcom po raz kolejny udowadnia, że technologicznie jest w absolutnej czołówce branży.
Nie obyło się jednak bez drobnych zastrzeżeń. Część recenzentów wskazuje na nierówne tempo w drugiej połowie gry i momenty, w których akcja zaczyna nieco dominować nad grozą. Nie są to jednak zarzuty, które wywracają odbiór całości.
Czy to nowy punkt odniesienia?
Pojawiają się porównania do Resident Evil 4 - co samo w sobie jest już komplementem. Requiem nie próbuje rewolucjonizować gatunku. Ono dopracowuje znaną formułę i robi to na bardzo wysokim poziomie.
To nie jest eksperyment. To świadoma kontynuacja kierunku, który seria obrała kilka lat temu.
Co to oznacza dla marki?
Marka Resident Evil pokazuje, że potrafi się starzeć z klasą. Bez desperackich zmian, bez gonienia trendów. Zamiast tego - konsekwencja i dbałość o jakość.
Czy to gra roku? Za wcześnie na wyroki.
Czy to jedna z najmocniejszych odsłon ostatnich lat? Wszystko na to wskazuje.
Teraz pozostaje jedno pytanie: czy gracze poczują to samo, co recenzenci. Bo w przypadku Residenta jedno jest pewne – oczekiwania potrafią być równie groźne jak przeciwnicy na ekranie.



Komentarze
Prześlij komentarz