Ubisoft w kryzysie. Gdy imperium AAA zaczyna pękać

 


Jeszcze kilka lat temu Ubisoft był symbolem europejskiej potęgi w branży gier. Fabryka hitów, wydawca, który co roku dostarczał kolejne Assassin’s Creed, Far Cry czy The Division. 

Dziś ten obraz kruszy się na naszych oczach. Najnowsze decyzje władz firmy brzmią jak raport z pola bitwy po przegranej kampanii: anulowanie sześciu gier, zamykanie studiów, drastyczna redukcja kosztów. Rynek zareagował bezlitośnie - kurs akcji runął o około 34 procent, a straty przekroczyły miliard dolarów.

To nie jest zwykła korekta. To jeden z największych wstrząsów, jakie dotknęły dużego wydawcę AAA w ostatnich latach.

Od pewności siebie do panicznego hamowania

Ubisoft przez lata funkcjonował według sprawdzonego, ale coraz bardziej skostniałego schematu: otwarty świat, ikony na mapie, powtarzalne aktywności i bezpieczne fabuły. Kiedyś to wystarczało. Dziś, w epoce „postwiedźminowskiej”, Baldur’s Gate 3, Elden Ringa i gier, które nie boją się ryzyka - to za mało.

Problem w tym, że Ubisoft długo udawał, że świat się nie zmienił. Kolejne projekty puchły budżetowo, przeciągały się w produkcji, a ich jakość nie szła w parze z kosztami. W pewnym momencie rachunek musiał przyjść. I przyszedł - brutalny, bez znieczulenia.

Anulowane gry i zamykane studia - sygnał alarmowy

Anulowanie sześciu projektów to nie kosmetyka. To znak, że coś systemowo się zepsuło. Gry nie trafiają do kosza na takim etapie bez powodu - to efekt złych decyzji kreatywnych, nieczytelnej wizji i braku spójnego zarządzania.

Zamykanie studiów boli podwójnie. Bo za suchymi komunikatami o „restrukturyzacji” kryją się konkretni ludzie: projektanci, scenarzyści, artyści. To także utrata wiedzy,  doświadczenia, umiejętności i kreatywnego potencjału, którego nie da się łatwo odbudować.

Rynek nie wybacza

Spadek wartości akcji o jedną trzecią to jasny komunikat: inwestorzy przestali wierzyć w narrację Ubisoftu. Nie wystarczą już obietnice „długofalowej strategii” i „optymalizacji portfolio”. Rynek chce dowodów - gier, które będą czymś więcej niż kolejną wariacją na ten sam temat.

Co gorsza, Ubisoft nie walczy dziś tylko z własnymi błędami. Konkurencja jest bezlitosna, koszty produkcji rosną, a gracze są coraz bardziej niecierpliwi i wymagający. Czas, gdy logo na okładce gwarantowało sukces, minął bezpowrotnie.

Co dalej? Ostatnia szansa?

Ten kryzys może być końcem… albo początkiem. Ubisoft wciąż ma marki o ogromnym potencjale, globalną rozpoznawalność i zaplecze technologiczne. Pytanie brzmi: czy odważy się na prawdziwą zmianę, a nie kolejną „iterację”?

Bo jeśli ta restrukturyzacja okaże się jedynie próbą przeczekania burzy, następny raport finansowy może być jeszcze boleśniejszy. A wtedy mówienie o „kryzysie” będzie eufemizmem.

Jedno jest pewne: Ubisoft znalazł się na rozdrożu, a decyzje podjęte w najbliższych miesiącach zdecydują, czy pozostanie graczem AAA, czy stanie się kolejnym przykładem tego, że nawet największe imperia mogą upaść, jeśli zbyt długo ignorują sygnały ostrzegawcze.

Komentarze

Reklama


Popularne posty z tego bloga

Tak się robi PS Plus Extra. Jeśli przeciek się potwierdzi, styczeń wygrywa

PS Plus Essential na grudzień - Sony wreszcie dorzuca coś ekstra. I to pięć razy.

Stranger Things: Tales from ’85 - powrót do Hawkins w zupełnie nowej formie

PS Plus na grudzień: Rockstar z prezentem dla graczy!

Dawnwalker - kuszący mrok i marketing, który „umie robić robotę”

Reklama