Nowy dodatek do „Wiedźmina 3”? CD Projekt RED i powrót do gry sprzed dekady
Co jakiś czas branża gier przypomina nam, że żyje nie tylko premierami. Czasem żyje… powrotami. I właśnie z takim przypadkiem możemy mieć do czynienia teraz, bo od kilku miesięcy coraz głośniej mówi się o nowym dodatku do „Wiedźmina 3: Dzikiego Gonu”. Gry, która miała być zamkniętym rozdziałem. Gry, która dostała już wszystko: dwa wielkie rozszerzenia, edycję GOTY, aktualizację next-gen i status kultowej.
A jednak temat wraca. I wbrew pozorom - nie jest to aż tak absurdalne, jak mogłoby się wydawać.
Plotki, ale nie znikąd
Zacznijmy od podstaw: CD Projekt RED niczego oficjalnie nie zapowiedział. Nie ma trailera, nie ma grafiki, nie ma wpisu na X-ie ani posta na blogu. Są za to raporty inwestorskie, analizy rynkowe i branżowe przecieki, które dość zgodnie sugerują, że jakaś forma nowej zawartości do „Wiedźmina 3” faktycznie może powstawać.
Co istotne - nie mówimy o darmowym dodatku w stylu nowych zbroi czy zadań kontraktowych. Mowa raczej o pełnoprawnym fabularnym DLC, być może mniejszym niż „Krew i Wino”, ale wyraźnie większym niż wszystko, co dostaliśmy po premierze gry w 2015 roku.
Po co wracać do „trójki”?
To pytanie, które naturalnie się nasuwa. Przecież CDPR ma dziś pełne ręce roboty: „Wiedźmin 4”, remake pierwszej części, nowe „Cyberpunki”, projekty multiplayerowe. Dlaczego więc inwestować czas i zasoby w grę sprzed dekady?
Odpowiedź jest dość prosta i… bardzo branżowa.
„Wiedźmin 3” to najbezpieczniejsza marka CD Projektu. Gra, która sprzedaje się latami. Gra, która po aktualizacji next-genowej dostała drugie życie. Gra, która wciąż trafia do nowych odbiorców. W tym kontekście nowy dodatek nie jest fanaberią - jest logicznym ruchem biznesowym.
Ale jest tu jeszcze jeden aspekt.
Most do nowego Wiedźmina
Coraz częściej pojawia się teza, że potencjalny dodatek mógłby pełnić rolę fabularnego pomostu między „Wiedźminem 3” a kolejną odsłoną serii. Zwłaszcza jeśli nowa główna saga ma skupić się na Ciri, a nie na Geralcie.
To miałoby sens. CDPR już raz to zrobił - „Krew i Wino” było nie tylko dodatkiem, ale też symbolicznym pożegnaniem z Białym Wilkiem. Nowe DLC mogłoby być czymś w rodzaju epilogu do epilogu. Ostatnim komentarzem. Dopowiedzeniem. A może nawet cichym przekazaniem pałeczki.
Nowy region? Brzmi znajomo
W plotkach przewija się również temat nowej lokacji. Najczęściej pada nazwa Zerrikanii - krainy znanej z książek, ale nigdy niewidzianej w grach. Czy to prawda? Nie wiadomo. I tu warto ostudzić emocje.
Nowy region oznacza ogrom pracy: assety, questy, lokalizacja, testy. Jeśli dodatek faktycznie powstaje, raczej będzie mniejszy skalą niż Toussaint. Bardziej kameralny. Bardziej narracyjny. Mniej „wow”, więcej treści.
I być może właśnie na tym polega jego sens.
Oczekiwania kontra rzeczywistość
Największym zagrożeniem dla tego projektu nie jest technologia ani budżet. Jest nim… nasza pamięć. „Wiedźmin 3” urósł do rangi mitu. Każdy nowy element będzie porównywany z najlepszymi momentami gry i dodatków.
Dlatego nowy DLC - jeśli faktycznie się pojawi - nie powinien próbować być drugim „Krwią i Winem”. Powinien być czymś skromniejszym, ale świadomym. Dodatkiem, który wie, że przychodzi po wszystkim.
Czy to dobry pomysł?
Paradoksalnie: tak. Pod warunkiem, że CD Projekt RED nie będzie udawał, że to coś większego, niż jest. Jeśli potraktują ten dodatek jako list do fanów, a nie wielką premierę roku - może się to udać.
A jeśli nie? „Wiedźmin 3” i tak pozostanie tym, czym jest. Jedną z najważniejszych gier w historii. I żadna plotka tego nie zmieni.





Komentarze
Prześlij komentarz