Kolejny „Assassin’s Creed”, którego nie ma
Znów to samo. Kolejna gra, kolejny efektowny gameplay i… kolejna łatka przypięta na siłę. Duży, znany polski portal o grach wideo bez większego wahania ochrzcił Whisper of Fall: Jinyiwei mianem „chińskiego Assassin’s Creed”. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i brutalnie szczera - dla zasięgów.
Bo prawda jest taka, że z marką Assassin’s Creed ten tytuł ma niewiele wspólnego. Owszem, mamy tu parkour, bieganie po ścianach i efektowne animacje, ale to dziś absolutny standard w grach akcji. Mechanicznie i stylistycznie Whisper of Fall znacznie bliżej do kina wuxia, azjatyckiej mitologii i dynamicznych gier akcji inspirowanych lokalną kulturą niż do zachodniego sandboxa Ubisoftu z ukrytym ostrzem i zakonami w tle.
Porównania do wielkich marek to stary, wyświechtany chwyt. Wystarczy wrzucić w tytuł „Assassin’s Creed”, by algorytm zrobił swoje, a kliknięcia zaczęły się zgadzać. Tylko że przy okazji spłaszcza się tożsamość gry, która broni się sama - klimatem, estetyką i świeżością wynikającą z innego kulturowego punktu widzenia.
Whisper of Fall: Jinyiwei nie potrzebuje cudzej legendy, by zwrócić uwagę. A takie nagłówki mówią więcej o kondycji growego dziennikarstwa niż o samej grze. I szkoda - bo zamiast tanich porównań, przydałoby się w końcu pozwolić nowym tytułom być… sobą.




Komentarze
Prześlij komentarz