Diablo 5, StarCraft, Sony w opałach i sukces Dawnwalkera. Przegląd newsów pół żartem, pół serio
Diablo 5, StarCraft, Sony w opałach i sukces Dawnwalkera. Przegląd newsów pół żartem, pół serio
Witam Was wszystkich serdecznie w kolejnym odcinku przeglądu newsów. Dzisiaj będzie pół żartem, pół serio, z nutką sarkazmu.
Dawno mnie nie było, więc wybaczcie pewne skostnienie. 😉
Diablo 5 zostało zapowiedziane!
Zaczynamy od BlizzConu i zapowiedzi dwóch gier, którymi diabelnie się interesuję.
Diablo 5 zostało zapowiedziane. Niestety premiera jest zaplanowana na… i teraz trzymajcie się swoich toporów i magicznych różdżek… 2029 rok.
To sporo czasu i mam nadzieję, że żaden nekromanta nie będzie musiał mnie wskrzeszać, abym mógł pyknąć w piątą odsłonę.
Historia będzie opowiadać o wydarzeniach rozgrywających się 100 lat po historii z czwartej odsłony. Niestety nie mam dobrych wieści dla ludzkości. Zło zwyciężyło, a pan i władca piekieł, Diablo, zatriumfował.
Aktualnie niewiele nam zdradzono. Dowiedzieliśmy się o trzech klasach. Będzie ich podobno więcej. Na ten moment będą to: Łowca Demonów, Mnich oraz klasa, która jeszcze nigdy nie pojawiła się w serii – Rycerz Plagi.
Twórcy prawdopodobnie porzucą otwarty świat na rzecz proceduralnie generowanych, losowych lokacji. Czyli wracamy do tego, co było za dobrych, starych czasów.
I to raczej na tyle, jeśli chodzi o informacje, które otrzymaliśmy.
StarCraft powraca, ale… gdzie jest strategia?
Przejdźmy teraz do kolejnej zapowiedzi gry z BlizzConu, a jest nią StarCraft.
Ta zapowiedź także rozgrzała moje serduszko. Niestety Blizzard szybko ostudził moje uczucia. I powiało chłodem.
Nowa odsłona nie będzie strategią czasu rzeczywistego, lecz pierwszoosobową strzelanką w otwartym świecie.
Mam ogromną nadzieję, że nie będzie to jakiś multiśmulti i gra-usługa, lecz fabularne doznanie dla pojedynczego gracza.
Tak wiem. Nadzieja umiera ostatnia.
I ostatnia, mrożąca krew w żyłach informacja o tej produkcji. Premiera gry została zapowiedziana na 2030 rok.
No to teraz nie tylko powiało chłodem, ale wręcz zamroziło moje zainteresowanie tym tytułem.
Poczekam, aż Zamieć pokaże jakiś gameplay, choć nie zanosi się na to, żeby nastąpiło to w tym stuleciu.
A teraz przejdźmy do Sony. I co tu się odpierdziela?
Mam wrażenie, że w szeregach japońskiej korporacji pracuje jakiś szpieg-sabotażysta zatrudniony przez Microsoft, który ma za zadanie zniszczyć PR-owo i nie tylko markę PlayStation.
Kilka dni temu gruchnęła wieść, że Sony zerwało współpracę z Hideo Kojimą.
No dobrze. To może za dużo powiedziane, bo Sony po prostu przestało finansować grę PHYSINT, duchowego spadkobiercę Metal Gear Solid. Patrząc jednak na to, że mistrz Kojima ostatnio tworzy tylko jedną grę na generację, kolejny tytuł od niego na sprzęt Sony może pojawić się dopiero na PlayStation 7.
I teraz najciekawsze.
Kojima znalazł już wydawcę, który sypnie dolarami, aby jego projekt mógł być dalej kontynuowany.
Pewnie zastanawiacie się, kto jest tym wybawcą o sercu Robin Hooda?
Ano nie kto inny jak Microsoft, który dał pstryczka w nos japońskiej korporacji.
I ciężko nie mieć wrażenia, że Xbox zbroi się na kolejną generację.
Asha Sharma zapowiedziała, że nastał czas ekskluzywów i gry Microsoftu nie będą wydawane na konkurencyjne platformy.
Czyli Diablo 5 i nowy StarCraft mogą nie pojawić się na PlayStation. Co byłoby dość mocnym ciosem dla Sony.
Walka o dominację w następnej generacji dopiero przed nami. Ale na ringu zaczyna dominować jeden zawodnik, zadając coraz silniejsze ciosy konkurencji.
Ostateczny nokautujący cios to ogłoszenie, że Xbox zostaje przy fizycznych nośnikach.
Jeśli Microsoft zdecyduje się na taki ruch i zachowa płyty na jeszcze jedną generację konsol, Sony zostanie znokautowane w pierwszej rundzie.
The Blood of Dawnwalker z milionem sprzedanych kopii
A teraz coś z naszego podwórka.
Rebel Wolves ogłosiło, że ich najnowsza gra, The Blood of Dawnwalker, a zarazem debiutancka produkcja studia, sprzedała się od dnia premiery, czyli od 3 września, w liczbie miliona kopii.
To świetny wynik.
Oczywiście znajdzie się wielu, którzy powiedzą, że niezasłużenie, bo przecież gra jest totalnym krapem, wiele mechanik nie działa, a upływający czas to ściema i marketingowy chwyt.
A, i bym zapomniał – jest to zżynka z Wiedźmina.
Nawet słyszałem opinie, że wynik jest zmanipulowany i nieprawdziwy.
Ach, ta zazdrość co poniektórych, nieznająca granic przyzwoitości.
Zamiast cieszyć się, że nasi odnieśli sukces, to lepiej wytykać błędy, które w innych grach można przemilczeć, bo przecież to „zagramaniczne”.
Wolverine nie zachwycił recenzentów?
I teraz przechodzimy do ostatniego newsa, bo już wystarczająco byłem sarkastyczny dzisiaj.
W sieci zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu recenzje gry Wolverine.
Aktualnie tytuł ten ma średnią 7,7/10.
Czyli jak na grę z tak dużym budżetem i takimi oczekiwaniami… Przecież to gra od Sony. To dość średnio.
Ale chyba tego wszyscy się spodziewaliśmy.
Już pierwsze materiały ukazywały, że będzie to taki Spider-Man, ale bez Spider-Mana, bez bujania się na pajęczynie i bez otwartego świata.
Oczywiście słabsze oceny możemy zrzucić na zbyt wysokie oczekiwania i focha na Sony w sprawie dotyczącej skasowania płyt w 2028 roku.
Ale czy na pewno tak jest?
Na pewno znajdzie się mnóstwo osób, które będą się świetnie bawić przy tym tytule w dniu premiery.
Nie będę tą osobą. Wybieram inny tytuł do ogrania, a w Wolverina pewnie zagram, jak stanieje.
To już wszystko na dziś
I to już na dziś koniec.
Dziękuję za uwagę i, cytując klasyka:
Znośnego tygodnia Wam życzę.
Pa.



Komentarze
Prześlij komentarz